środa, 11 grudnia 2013

Kakao, czekolada i inne słodkości

No właśnie. Temat zapewne kontrowersyjny- dajecie swoim maluszkom słodycze? Jeśli tak, to jakie?
A co sądzicie na temat kakao dla 13-miesięcznego brzdąca? Kusi mnie, żeby mojemu małemu dać na śniadanie do kanapki z dżemem, ale jakoś boję się nie tyle reakcji alergicznej, co bólu brzuszka i zaparć...

Ja mojemu dziecko na razie ze słodkości daję chrupki kukurydziane (w tym truskawkowe), próbował paluszków bez soli, a ostatnio zdrowa słodkość:
batonik Hipp
 
Próbowaliśmy o smaku czerwonych owoców i posmakował. Mi też:) ma specyficzny, lekko kwaśny smak, a do tego otoczony jest czymś w rodzaju opłatka- takiego którym dzielimy się na Boże Narodzenie:)
Kupiłam już banan-jabłko i pewnie w weekend będziemy próbować.

Poza tym moje dziecko lubi chałki, słodkie bułki, już nie wspominając o szarlotce albo jabłkach z kruszonką za którymi wprost szaleje. 
Kiedyś byłam zdania, że do 2 roku życia nie powinno się dawać dziecku żadnych słodyczy. Niestety złamałam się z tą zasadą, ale staram się, żeby słodkości nie było za dużo i nie daję na razie nic czekoladowego, ciast z kremem. Póki co mam wszystko pod kontrolą.

Z innych spraw, to Kuba nadal nie chce pić z niekapka....Bawi się nim, rzuca, przekręca, ale pić nie pije.
Nie poddaję się, bo próby robimy tylko weekendami, więc mam nadzieję, że w końcu załapie.

piątek, 29 listopada 2013

Jak to zrobić?

czyli jak nauczyć roczniaka, żeby zasypiał sam w łóżeczku. Wszędzie gdzie czytam o samodzielnym zasypianiu jest mowa o tym jak oduczyć dziecko spania z rodzicami. U nas nie ma tego problemu, bo Kuba śpi w swoim łóżeczku. Problem jest gdzie indziej- tzn. Kuba nie potrafi inaczej zasnąć niż kołysany w ramionach, najlepiej mamy, ale tata też w ostateczności nie jest zły:)
Dopóki karmiłam Małego (do 4 miesiąca) zasypiał przy piersi, odkładany do łóżeczka czasem się powiercił, dostał wtedy smoka i spał. 
Nie wiem nawet kiedy i jak nauczyłam Kubę zasypiać na rączkach....I tak jest do dziś. Próby nauczenia go samodzielnego spania kończą się krzykiem i płaczem. A jakoś nie mam ochoty słuchać później od teściowej tekstów- jest za mały żeby sam już zasypiać, po co go męczyć, tylko się napłacze a to i tak nic nie da....
Dlatego głównie do tej pory rezygnowałam przy każdej próbie...
Macie jakieś sprawdzone sposoby? im szybciej się za to wezmę, tym lepiej.

Poza tym zostało nam jeszcze jedno do oduczenia- picie z butli. Kupiliśmy nowy niekapek, bo ten, który mieliśmy nie sprawdził się. Na początku było ok, Kuba się nauczył i pił, ale niekapek okazał się kapkiem w dłuższej perspektywie...
Najpierw od nowa z kubka soczki i herbatki, potem przyjdzie czas na mleko. A na koniec zostanie nam nauczyć Małego jeść kaszę nie z butli od razu po kąpieli (ubieranie i pielęgnacja są po jedzeniu teraz), a z łyżeczki po pielęgnacji i ubraniu w piżamkę.

Mam nadzieję, że przy kolejnym dziecku nauczę się na tych błędach i będzie inaczej:) Tymczasem będę wdzięczna za każdą dobrą radę:)

czwartek, 28 listopada 2013

Ranny ptaszek + mała wyprzedaż

Tak mogę ostatnio nazwać mojego syna. Od kilku dobrych tygodni Kuba chodził spać przed 22 i wstawał między 7 a 8 rano. Od poniedziałku wstaje razem z nami czyli o 6 rano. Śpi tylko raz dziennie. Drzemka trwa ok. 2 godzin. Nie wiem dlaczego tak mu się przestawiło. Owszem zasypia wcześniej, bo ok. 21 ale i dużo wcześniej wstaje. Mam nadzieję, że w weekendy będziemy wracać do normy i da nam się Mały wyspać:)
Muszę się pochwalić, że Kuba przestał jeść w nocy:) W końcu. Jak się obudzi i nie może zasnąć, to dostaje na razie picie, ale myślę, że z czasem i to minie. Jak to się stało, że przestał jeść? Pewnego dnia przeczytałam o skutecznej metodzie oduczania, tzn. każdej nocy dawać mleko, ale za każdym razem na tę samą ilość wody mniej miarek mleka. Tego samego dnia postanowiłam wdrożyć swój plan. A Kuba jakby wyczuł co się kroi, bo tej nocy nie obudził się. Również następnej, i następnej. A jak kolejnej się obudził, to dałam mu picie. I tym sposobem wstawanie w nocy zaczyna się u nas robić rzadkością. Oby tak zostało!

A teraz coś z innej beczki. Mam do sprzedania kilka rzeczy:
1. marynarka w pomarańczowym kolorze. Kupiona w Butiku. Rozmiar 36/38. Miałam ją na sobie raz. Kosztowała 60 zł (bez kilku groszy). Kupowałam ją w zeszłym roku.



2. marynarka jasnozielona (jak na pierwszym zdjęciu). No Name- kupiona na jakimś targu. Rozmiar 38. Nie ma kieszeni. To tylko imitacja. Ceny zakupu niestety nie pamiętam. Marynarka ma jakieś 3-4 lata. Nie była zbyt często noszona.






3. szpilki. Rozmiar 39/40. No name. Miałam je na jednej imprezie. Mają szpilkę ok. 7 cm. ale była skracana o ok. 0,5 cm. Kosztowały 80 zł. Kupowane 3 lata temu.




Co do cen:
Ad. 1- 30 zł + 9 zł przesyłka Pocztą Polską
Ad. 2- 25 zł + 9 zł przesyłka Pocztą Polską
Ad. 3- 39 zł + 9 zł przesyłka Pocztą Polską

Jeśli ktoś byłby zainteresowany to proszę o maila na adres aneta.ow87@gmail.com. Ceny do negocjacji:)

piątek, 22 listopada 2013

Jak Wy to robicie

No właśnie. W zeszłą zimę Kubuś był maluśki, a ja wiedziałam jak go ubierać. Teraz nie wiem....Kuba miał wtedy polarowy kombinezon, który zakładałam mu na to, co akurat miał na sobie. Dodatkowo jeździł w gondoli, więc miał też super ciepły śpiworek.
W tym roku mamy już dorosłego Pana i kupiliśmy oczywiście kombinezon- zdecydowałam się na dwuczęściowy. I o ile wiem, że pod kurteczkę będę zakładać body na długi rękaw i ciepły polar lub lżejszą bluzę w zależności od temperatury, o tyle pod spodnie od kombinezonu nie wiem co zakładać. Na pewno rajstopki. Ale czy wystarczą jak będzie naprawdę zimno?
Jak Wy ubieracie swoje maluszki?
 
Buty mamy takie:

Adidas, Buty chłopięce, Holtanna Snow CF PL I, rozmiar 21 - Adidas 
Adidas Holtanna Snow. Są ocieplane materiałem pierwotnie zaprojektowanym dla armii amerykańskiej, więc muszą być ciepłe:)
Kuba już w nich śmiga i całkiem nieźle sobie radzi.
Na pozostałe zimowe akcesoria (czapka, szalik, rękawiczki) dopiero polujemy.

czwartek, 21 listopada 2013

Tuż tuż







Święta coraz bliżej. W kalendarzu ciągle listopad, ale powoli zaczynam czuć ich atmosferę. W zeszłym roku nie czułam w ogóle. Może dlatego, że siedziałam w domu z malutkim dzieckiem i nie oglądałam tak jak teraz wystaw sklepowych już przygotowanych na święta.
Uwielbiam Boże Narodzenie!
Wspomnienia z dzieciństwa mam miłe. Wigilia najpierw w czwórkę (rodzice, siostra i ja). Potem u jednej babci, a potem u drugiej. I u tej drugiej zawsze było najfajniej:) Cała rodzina, pyszności na stole, zapach kapusty z grzybami, święty mikołaj i prezenty, wierszyki, kolędy...Chciałabym, żeby mój syn też miał tylko dobre wspomnienia świąteczne.
Wiem też, że jak pójdzie do przedszkola i do szkoły, to atmosferę będę czuć jeszcze mocniej, bo pamiętam jak to było u mnie. 
Odkąd Wigilię spędzam też u teściów atmosferę czuję trochę mniej. A to dlatego, że dla nich Święta to nic szczególnego. Zwykły dłuższy weekend, i w dodatku tylko się człowiek nudzi, bo w TV nic ciekawego nie ma...Kolacja wigilijna to zwykła kolacja, w nieco bardziej odświętnych ale jednak zwykłych strojach, w dodatku z alkoholem na stole, czego ja osobiście bardzo bardzo nie znoszę. Całe szczęście, że mój mąż wtedy nie pije.

 
 
Wiecie marzą mi się wspólne święta- tylko nasza trójka, w naszym domu. Oczywiście domu odpowiednio przygotowanym na święta (akurat w tej kwestii jestem zwolenniczką światełek, choinek, mikołajów itp itd:)). Oczyma wyobraźni widzę nas przy choince wcinających sernik, a potem na spacerze rzucających się śnieżkami (to jedyny czas, kiedy uwielbiam jak jest biało za oknem:)). Myślę, że to czy w święta leniwie nudzimy się czy fajnie spędzamy czas, zależy tylko od nas. Ja wiem, że będę ten czas chciała spędzić z mężem i synkiem wspólnie. Nie mam nic przeciwko oglądaniu tv pod warunkiem, że robimy to razem i nie przez cały dzień. 
Wiem jedno- jak tylko będziemy mieć swój dom, to zadbam o to, aby mój syn i mój mąż mieli najlepsze święta pod słońcem:)
A Wy jakie macie wspomnienia świąteczne? Jak zamierzacie spędzić ten wyjątkowy czas?


Nowość w menu

Oto moje ostatnie odkrycie:
Płatki śniadaniowe Chrupkie krążki miodowe  

Płatki śniadaniowe BoboVita. Nie pamiętam jaka jest cena (chyba coś ok. 10 zł). Są jeszcze w dwóch innych smakach. Ja dla Kuby wybrałam akurat miodowe krążki. Kuba się nimi zajada:) Pierwszy raz zrobiłam mu na mleku modyfikowanym, ale jak zmiękły, to nie za bardzo chciał je jeść. Za to same, do pochrupania są idealne.
Polecam!

środa, 20 listopada 2013

Czy to już obsesja???

Odkąd wróciłam do pracy i tak mam na tę czynność mniej czasu. Może to i lepiej, bo w domu nazywają mnie już maniakiem...Chodzi o sprzątanie. 
Generalnie nie mam problemu z tym, żeby to robić. Może nie jest to moje ulubione zajęcie, ale ponieważ lubię jak w domu jest czysto, to staram się to robić na bieżąco. 
Jak jeszcze nie pracowałam, to były tygodnie, że odkurzałam praktycznie codziennie (oprócz niedzieli i piątków, bo w soboty zawsze robię "większe" porządki) albo co drugi dzień. Teraz odkurzam raz, max. dwa razy w tygodniu i mówią mi, że mam obsesję. 
A co w tym złego, że nie lubię siadać na podłodze pełnej okruchów i śmieci podczas zabawy z dzieckiem? Że dbam o to, aby mój syn nie miał czego zjadać z podłogi (każdy okruszek wypatrzy i do buzi)? 
Gdybym miała prawdziwą obsesję biegałabym z odkurzaczem od 5 rano albo trzy razy dziennie:) Po prostu lubię mieć "ogarnięte". A że mieszkam w starym domu teściów, w którym na podłogach zamiast płytek jest wykładzina, a w pokojach dywan na całą podłogę, to czystość jest trudniej utrzymać. Nie da się zamieść szczotką i przeciągnąć mopem w całym domu. Trzeba wyciągać odkurzacz.

Mój mąż tego nie rozumie, a jego teksty w stylu "pasją mojej żony jest odkurzanie" czasami mnie dobijają. Bo gdybym tego w ogóle nie robiła, to przekonałby się sam, że jednak lepiej mieć taką pasję niż nie mieć:)

Czasami mam taką ochotę się zbuntować! Najbardziej mnie wkurza jak posprzątam, a przyjadą dzieciaki brata mojego męża i wpakują się w brudnych buciorach prosto na świeżo umytą podłogę.....Szlag mnie trafia, bo to brak szacunku dla czyjejś pracy...Jaki to problem zdjąć buty przed wejściem do domu??? dla mnie żaden.
A już mężczyźni w mojej rodzinie kompletnie nie doceniają, że mają czysto, posprzątane, uprane, uprasowane. Najlepiej byłoby zostawić ich na tydzień samych....
Mam wrażenie, że oni nie zdają sobie sprawy, ile czasu i energii pochłaniają prace domowe?  Że jest ich naprawdę dużo. Zwłaszcza jak się pracuje 8 godzin dziennie, dojeżdża do pracy po 50 km w jedną stronę i ma malutkie dziecko...Najlepiej jest usiąść przed komputerem, bo przecież tylko mężowie mają prawo do zmęczenia...

ufff- chyba już mi lżej. Wyżaliłam się w końcu:)

Przepraszam jeśli będzie to czytał jakiś mężczyzna, który pomaga swojej żonie we wszystkim, albo kobieta, która ma w domu taki pomagający skarb. Ja na swojego męża narzekam tylko pod tymi względami. Owszem jak go poproszę, to pomoże, ale czy czasami nie mógłby zrobić czegoś sam z siebie...