czwartek, 28 sierpnia 2014

Żłobkowe przygody coraz bliżej

W drugiej połowie września nasz mały synek zaczyna przygodę ze żłobkiem. Na razie tylko na czas naszego urlopu czyli 2 tygodnie, a na stałe pewnie od listopada, ale to nie zmienia faktu, że jak każda mama zaczynam się denerwować: czy będzie płakał, czy będzie grzeczny, czy sobie poradzi z taką zmianą, czy często będzie chorował? Te pytania codziennie przewijają się w mojej głowie. 
Z jednej strony wiem, że to dobre rozwiązanie: Kuba za 2 miesiące skończy 2 latka i potrzebuje kontaktu z dziećmi. Z drugiej to przecież jeszcze taki maluszek....a tu nowe otoczenie, nowi ludzie, a za chwilę zupełnie nowy dom - bez babci i dziadka.
Mam nadzieję, że odziedziczył w genach po nas łatwość adaptacji w nowym miejscu i za mamą płakał nie będzie.

Przy tej okazji zaczęłam się zastanawiać co zrobić, żeby chorowania było jak najmniej i po przejrzeniu kilkunastu stron internetowych doszłam do wniosku, że naturalne sposoby będą najlepsze. 
Eksperci sugerują przede wszystkim odpowiednie żywienie, dużo spacerów i nieprzegrzewanie. 
Ze wszystkim u nas chyba całkiem nieźle - apetyt Kubie dopisuje, je warzywa i owoce, spacerów i przebywania na świeżym powietrzu też ma pod dostatkiem, przegrzewany nie jest.

Pomyślałam jednak, że oprócz suplementowania witaminy D, przydałoby się coś jeszcze i wpadłam na przepis na sok z cebuli - dobry zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.
Przepis:
- 2-3 duże cebule pokrojone w plasterki
- 1 łyżka stołowa miodu

Cebulę układamy ciasno w słoiku, zalewamy miodem i zamykamy szczelnie słoik. Zostawiamy na dobę, a następnego dnia odciskamy sok i mamy gotowy do picia. Podajemy 2-3 razy dziennie po łyżce.

W niedzielę jak będę miała w końcu wolną chwilę przygotuję i od poniedziałku będziemy pić.

A Wy macie jakieś sprawdzone naturalne sposoby na wzmocnienie odporności Waszej i Waszych maluszków?

wtorek, 5 sierpnia 2014

pesymistycznie



Nie wiem co się ze mną dzieje…od wczoraj nie dość, że czuję się kiepsko fizycznie, to jeszcze dziś od rana również psychicznie…Mąż mnie wczoraj wkurzył i chyba dlatego…
Wieczorem miałam umówioną wizytę u dentysty. Pojechałam z siostrą, bo ona była umówiona w tym samym miejscu. Mąż został z dzieckiem na 2 godziny…
Oczywiście dziecko jak się zorientowało, że nie ma mamy, to był wielki płacz.
Wróciłam – siedzą obaj i oglądają bajki. Żaden nic nie mówi. O ile temu młodszemu mogą wybaczyć, o tyle mąż mógłby przynajmniej zapytać, co mi ten dentysta zrobił, boli czy nie i generalnie – jak się czujesz..
Rzecz jasna żadne z pytań nie padło. Wręcz przeciwnie – milczenie. Młody jak do niego dotarło, że mama już jest, od razu zażyczył sobie baję, więc leżeliśmy na łóżku, czytaliśmy, przytulaliśmy się. Mąż nadal milczał. No prawie, bo słychać było klikanie w myszkę – grał na komputerze. Czym wkurzył mnie jeszcze bardziej, ale nie miałam ochoty i siły na dyskusje.
Dziecko zasnęło, ja się wykąpałam, mąż nadal grał. Wybalsamowałam się, pomalowałam paznokcie, ogarnęłam zabawki porozrzucane po całym pokoju, pościeliłam łóżko, mąż nadal grał.
A jeszcze w dzień zapowiadał się taki miły wieczór…tylko ja nie mam siły czekać aż łaskawie mąż zechce pójść się szybko wykąpać i przyjść do łóżka…nie będę się już upominać….bo potem słucham, że marudzę, zrzędzę itp. więc teraz pewnie będę słuchać, że znowu zasnęłam (sorry – że wolałam iść spać)….a że on wolał grać- cytuję „przesadzasz”…

Dziś od rana z nim nie rozmawiałam. Zapowiadający się miło wczorajszy wieczór spędziliśmy w sumie tak jak większość ostatnich wieczorów…
Chyba u nas pojawia się ten sam problem co u Marty….niby się nie kłócimy, niby nie jest źle, ale jednak coś nie gra…
Mąż pracuje ostatnio przy budowie naszego domu. Domyślam się, że jest zmęczony po 12 godzinach harówki, ale mam wrażenie, że chciałby żebym go podziwiała, wszystko podawała, usługiwała, a on po prostu siądzie i zapomni, że ma żonę i dziecko… Jak ja bywam zmęczona całodziennymi porządkami w domu np. przed świętami, to usłyszałabym tylko „ to po co sprzątasz”… Jak biegam całą sobotę, bo trzeba ogarnąć dom (w tygodniu nie mam na to czasu, wracam z pracy o 19), zrobić obiad, wyprać, wyprasować i zająć się Młodym, to ja nie mam prawa być zmęczona.
No i wczoraj jeszcze musiał zostać z wyjącym za matką dzieckiem…jak ja mogłam mu to zrobić.

Ale ja mu kiedyś pokażę co to znaczy siedzieć z dzieckiem cały dzień w domu. Zostawię mu Młodego jak już będziemy sami mieszkać, bo teraz to by się wyręczył dziadkiem. I przyjdę wieczorem mówiąc - co jest na kolację?? wyprasowałeś mi bluzkę? a spodnie wyprane?
................