Nie wiem co się ze mną dzieje…od wczoraj nie dość, że czuję
się kiepsko fizycznie, to jeszcze dziś od rana również psychicznie…Mąż mnie
wczoraj wkurzył i chyba dlatego…
Wieczorem miałam umówioną wizytę u dentysty. Pojechałam z
siostrą, bo ona była umówiona w tym samym miejscu. Mąż został z dzieckiem na 2
godziny…
Oczywiście dziecko jak się zorientowało, że nie ma mamy, to
był wielki płacz.
Wróciłam – siedzą obaj i oglądają bajki. Żaden nic nie mówi.
O ile temu młodszemu mogą wybaczyć, o tyle mąż mógłby przynajmniej zapytać, co
mi ten dentysta zrobił, boli czy nie i generalnie – jak się czujesz..
Rzecz jasna żadne z pytań nie padło. Wręcz przeciwnie –
milczenie. Młody jak do niego dotarło, że mama już jest, od razu zażyczył sobie
baję, więc leżeliśmy na łóżku, czytaliśmy, przytulaliśmy się. Mąż nadal
milczał. No prawie, bo słychać było klikanie w myszkę – grał na komputerze.
Czym wkurzył mnie jeszcze bardziej, ale nie miałam ochoty i siły na dyskusje.
Dziecko zasnęło, ja się wykąpałam, mąż nadal grał.
Wybalsamowałam się, pomalowałam paznokcie, ogarnęłam zabawki porozrzucane po
całym pokoju, pościeliłam łóżko, mąż nadal grał.
A jeszcze w dzień zapowiadał się taki miły wieczór…tylko ja
nie mam siły czekać aż łaskawie mąż zechce pójść się szybko wykąpać i przyjść
do łóżka…nie będę się już upominać….bo potem słucham, że marudzę, zrzędzę itp. więc
teraz pewnie będę słuchać, że znowu zasnęłam (sorry – że wolałam iść spać)….a
że on wolał grać- cytuję „przesadzasz”…
Dziś od rana z nim nie rozmawiałam. Zapowiadający się miło
wczorajszy wieczór spędziliśmy w sumie tak jak większość ostatnich wieczorów…
Chyba u nas pojawia się ten sam problem co u Marty….niby się
nie kłócimy, niby nie jest źle, ale jednak coś nie gra…
Mąż pracuje ostatnio przy budowie naszego domu. Domyślam
się, że jest zmęczony po 12 godzinach harówki, ale mam wrażenie, że chciałby
żebym go podziwiała, wszystko podawała, usługiwała, a on po prostu siądzie i
zapomni, że ma żonę i dziecko… Jak ja bywam zmęczona całodziennymi porządkami w
domu np. przed świętami, to usłyszałabym tylko „ to po co sprzątasz”… Jak
biegam całą sobotę, bo trzeba ogarnąć dom (w tygodniu nie mam na to czasu, wracam
z pracy o 19), zrobić obiad, wyprać, wyprasować i zająć się Młodym, to ja nie
mam prawa być zmęczona.
No i wczoraj jeszcze musiał zostać z wyjącym za matką
dzieckiem…jak ja mogłam mu to zrobić.
Ale ja mu kiedyś pokażę co to znaczy siedzieć z dzieckiem cały dzień w domu. Zostawię mu Młodego jak już będziemy sami mieszkać, bo teraz to by się wyręczył dziadkiem. I przyjdę wieczorem mówiąc - co jest na kolację?? wyprasowałeś mi bluzkę? a spodnie wyprane?
................
O tak- zrób tak koniecznie i napisz jaka była reakcja :) Pewnie zapyta oburzony- a kiedy miałem to zrobić?!
OdpowiedzUsuńNo u nas bez zmian niestety, więc doskonale Cię rozumiem. I tak trafnie to ujęłaś- mi zabrakło tego słowa- Oni chcą być podziwiani bo pracują, bo budują dom... No sorry :( Ja nie chcę być podziwiana- mi wystarczy zrozumienie i jakaś minimalna pomoc! Tylko tyle. Świadomie decydowałam się na dzieci, ale zostając w domu, nie wiedziałam, że oprócz dzieci, to niemal wszystko będzie na mojej głowie!
Aneta, współczuję- co mogę więcej napisać.
wczoraj wygarnęłam mężowi o co mi chodziło i jaki był skutek??? wróciliśmy do domu, poszedł z młodym na spacer, więc ja mogłam ogarnąć dom. Wieczorem bez mojego ponaglania poszedł się kąpać i od razu potem przyszedł do mnie do łóżka. ciekawe tylko czy to tylko taka jednorazowa akcja....bo tak niestety ostatnio najczęściej bywa.. albo zmiana jest na kilka tygodni, a potem znów to samo.
Usuńmy mieszkamy nadal z teściami i niestety nawet jakbym teraz zostawiła męża samego z dzieckiem, to na bank wyręczyłby się dziadkami....nie mówiąc o posprzątaniu, bo przecież to obciach żeby facet sprzątał (niestety moi teściowie to pokolenie gdzie kobieta robi w domu wszystko, a mąż przychodzi na gotowe i nawet palcem nie kiwnie)...jak mieszkaliśmy kiedyś sami, to wszystko robiliśmy razem i z pracami domowymi nie było problemu. oby tak było też jak się wyprowadzimy.
UsuńTak to już chyba jest. Rozumiem Cię oczywiście doskonale, aczkolwiek u nas jakaś nić porozumienia jest zawsze. Stwierdzam że im dalej w las, tym drzew więcej, ale i słońce łatwiej znaleźć. Niestety nie ma recepty, a gorsze dni zdarzają się częściej niż te dobre. Trzymam kciuki za ocieplenie stosunków ;)
OdpowiedzUsuńnić porozumienia musi się znaleźć:) inaczej trzeba byłoby się rozstać, a tego raczej nie mam w planach:) oby tych gorszych dni było jak najmniej
Usuń