Dylemat nr 1 - z czapką czy bez
Tak się zastanawiam jak to jest z czapeczkami. Wiadomo- zimą
dla mniejszych i większych dzieci obowiązkowo, latem czapki z daszkiem albo
chusteczki chroniące przed słońcem a nie zimnem. A co wiosną i jesienią?
Zakładacie dzieciaczkom obowiązkowo czapki nawet jak jest słońce, czy tylko
podczas gorszej pogody, jak pada lub jest wietrznie?
Dylemat nr 2 – pożegnanie z pampersami
Od czego zacząć? Jak nauczyć dziecko, żeby wołało kiedy chce
siusiu? Nocnik zwyczajny, czy nowoczesny – z dźwiękiem itp.?
Dylemat nr 3 – samodzielne jedzenie
Odkąd Kuba nauczył się pić z niekapka herbatki i soczki,
mocno zastanawiam się nad zupełnym odstawieniem butelki. W planach mam zakup
drugiego niekapka z przeznaczeniem na mleko. Tylko tu pojawia się problem- Kuba
je kaszę z butelki na kolacje. I to już rytuał, że jada ją rozłożony na naszym
łóżku w 5 „ratach”. Czy przyzwyczaję go do jedzenie łyżeczką? Już robiliśmy
takie próby i całkiem nieźle szło, tylko potem pojawiały się przeszkody przez
które wracaliśmy do butelki.
Ponadto chciałabym nauczyć Kubę samodzielnego jedzenia.
Potrafi już ładnie trzymać łyżeczkę i z moją pomocą z nałożeniem jedzenia skierować
ją do buzi, ale nadal preferuje najbardziej jedzenie rączką:)
Ja akurat nie jestem zwolennikiem uczenia dzieci
samodzielności „na siłę”. Uważam, że przychodzi taki okres, kiedy dziecko jest
gotowe i potrafi pewne rzeczy załapać dosłownie w chwilę.
A Wy jakie macie sposoby na naukę samodzielnego jedzenia?
Dylemat nr 4 – kaloszki
Ponieważ mieszkamy na wsi, to każde wyjście po deszczu na
podwórko wiąże się z ubłoconymi butkami sportowymi i mokrymi skarpetkami (i
nogami). Raz, drugi i zaraz skończy się to przeziębieniem. Dlatego planuję
zakup kaloszy dla Kubusia. Czy macie jakieś sprawdzone marki?
Bo przyznam szczerze, że wybór dla 1,5 rocznego dziecka nie
jest zbyt duży, a ceny są wysokie, więc nie chciałabym kupić butów, które za
chwilę się rozkleją i nie będą nadawały się do chodzenia.
1. Działam intuicyjnie, czapa idzie w ruch gdy zimno, wieje lub słońce grzeje (nawet się zrymowało ;) Ubieram ją zwykle wtedy, gdy myślę, że i mi by się wtedy przydała. Ostatnio chodzimy częściej bez niż w.
OdpowiedzUsuń2. My chyba zaczniemy odpieluchowywanie jak zrobi się cieplej, jak Maja będzie sobie latała w krótkich gatkach. Wiem, że w tym przypadku nic na siłę. Dziecko samo musi do tego dorosnąć. My mamy najzwyczajniejszy nocnik - gdzieś czytałam, że ma służyć do załatwiania potrzeb, a nie do zabawy ;) ale oczywiście to sprawa indywidualna. Nie potępiam tych bardziej wypasionych ;)
3. Maja próbuje sama jeść, ale niestety jeszcze nie za wiele trafia do jej buzi. Jak na razie poranne i wieczorne mleczko dostaje w butli. Często przy tym zasypia i nie wyobrażam sobie na razie odstawić jej od smoka w tych dwóch przypadkach. W ciągu dnia korzysta tylko z bidonu ze słomką i uczymy się pić z normalnego kubka.
4. Co do kaloszków my odziedziczyliśmy od kuzynki (są chyba z Deichmanna), ale na razie ubraliśmy je chyba z 2 razy. Częściej Majka paraduje w nich po domu ;)
No właśnie podobają mi się kaloszki, które kosztują ok 80 zł. Jeszcze nie oszalałam, żeby wydać tyle na buty, które są tak naprawdę na 1 sezon i też nie będą używane non stop. Dla mnie to za dużo biorąc poda uwagę, że to tylko kalosze! Tańsze, które znalazłam są z kolei po prostu brzydkie:) a przecież wizualnie muszą mi się podobać:)
UsuńJa uwielbiam Kubę w czapkach- teraz nosimy takie naprawdę cienkie a Mały wygląda w nich po prostu uroczo:)