czwartek, 24 kwietnia 2014

Całe wieki...po raz drugi



Nie było mnie znów bardzo długo- znów głównie z powodu pracy, potem święta, urlop i brak internetu w domu. Jednym słowem- nie było kiedy pisać, ale za to jest o czym:)
Zacznijmy więc od tego, co słychać u najważniejszego członka rodziny- Kuby. Kuba z małego niemowlaczka staje się coraz większym rozrabiaką. Wchodzi wszędzie, gdzie się da (gdzie się nie da też:)), biega tak szybko, że trudno za nim nadążyć, polubił jeżdżenie na rowerku, bujanie na huśtawce i zabawę w piaskownicy. Jest cudny! Gada jeszcze więcej- zna sporo słówek, naśladuje zwierzątka, ale ma też swój własny język niezrozumiały dla pozostałych domowników, za to potrafi w nim rozmawiać przez godzinę non stop. Gaduła mała:)

Z ząbkami na razie mamy przerwę- wyrastają górne 3, pozostały jeszcze dolne 3 i wszystkie 5.

Jedzenie-> z tym problemu nie mamy. Kuba zjada praktycznie wszystko, ale zrobił się małym smakoszem i już nie da sobie wcisnąć wszystkiego:) Najpierw musi polizać, dotknąć, spróbować i dopiero jak stwierdzi, że jest ok, to zje. W końcu nauczył się też pić z niekapka, więc jeden problem z głowy. Planujemy w tym roku oduczyć go pampersa, a na zimę smoka. I tu sobie wyobrażam jaka będzie afera, bo monio jest super i bez monia Kubuś żyć nie może w dłuższej perspektywie.

W kwietniu byliśmy na szczepieniu, które o dziwo Kuba całkiem nieźle zniósł. Mogę więc podać, że waży 11 kg, mierzy 80 cm, nosi pieluszki w rozmiarze 4+/5 i ubranka 80/86.

Tyle byłoby o moim największym Skarbie:)

Postaram się wrzucić jakieś aktualne zdjęcie o ile w końcu uda nam się odzyskać internet:)



A co poza tym? Budowa na razie do przodu - po majówce przychodzą tynkarze.

W pracy standardowo sajgon.

W weekend szykuje nam się impreza. W weekend majowy z kolei planujemy wypad do ZOO w Warszawie pod warunkiem, że pogoda dopisze. A jeśli nie, to w końcu poleniuchujemy:) Przed Świętami sprzątanie i gotowanie, w Święta goście i sprzątanie, a przecież kiedyś trzeba odpocząć:)



Na koniec wspomnę tylko, że moja cera ma się lepiej. Antybiotyk i maść pomogły, do tego pani dermatolog skierowała mnie na laser punktowy w celu usunięcia śladów. Pewnie trzeba będzie powtórzyć kurację 1-2 razy, ale efekty widzę, więc mogę powtarzać:)



I to by było na tyle.



Dziękuję za Nominację do Liebster Award. Niestety nie miałam czasu, żeby się tym zająć, ale w wolniejszej chwili postaram się dodać odpowiedzi i podać swoje nominacje.

3 komentarze:

  1. Eh, u nas też wypadałoby już pożegnać smoczek, ale marnie to widzę :) Chyba już pieluchami pójdzie nam lepiej, niż z tym smokiem...
    Lila też gada, ale głównie po swojemu. Fajnie, że Kubuś nie ma problemów z jedzeniem, u nas tragedii nie ma, ale menu Lilki jest mocno ograniczone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie u nas też chyba z pieluchami będzie łatwiej niż ze smoczkiem, ale zobaczymy. prędzej czy później i tak trzeba pożegnać i jedno, i drugie:)

      Usuń