Od pewnego czasu nasz mały synek jest naszym małym złośnikiem. Wszystko chce dotknąć, zobaczyć, wszędzie wchodzi. Najfajniej jest zawsze tam, gdzie jest mało miejsca, ciasno albo wysoko. Ostatnio próbuje już wspinać się na łóżko i myślę, że za tydzień, dwa już się nauczy. Najgorzej, że wspina się na paluszkach i do wszystkiego sięga. Powoli w domu uczymy się, żeby niebezpieczne rzeczy stawiać na stole bądź regale jak najdalej odsunięte od brzegu, ale zdarza się zapomnieć i tak np. wczoraj Kuba oparzył się gorącą, wyjętą prosto z piekarnika blachą....Płaczu było 2 minuty, został mały ślad, ale dziecko niestety się nie nauczyło na błędach i nadal podchodzi do piekarnika i kuchenki gazowej. Tłumaczenia nie pomagają, zabranianie kończy się piskiem i krzykiem, a często też płaczem. Każde nasze powiedzenie "nie wolno", tłumaczenie konsekwencji nie działa!!! Kuba sam musi się przekonać o skutkach swoich działań, często niefajnych, a i tak będzie swoje zachowania powtarzał.
Zabraniamy mu podchodzić do kuchenki, to on i tak podejdzie, będzie przy niej majstrował i czekał aż ktoś podejdzie, powie nie wolno- to najlepszy moment, żeby uciec z wielkim uśmiechem na twarzy:)
Owszem może to i jest zabawne, ale jak kuchenka jest pusta i nic się nie gotuje.....
Kiedyś już próbowaliśmy metodą "rób sobie, nie zwracamy na to uwagi, ale kątem oka kontrolujemy". Wtedy faktycznie bardziej działało, bo Kuba widząc, że nas nie interesuje co on robi, odchodził i zajmował się czymś innym. Ale nie w każdej sytuacji można tak robić, choćby przy wspomnianym gotowaniu. Nie będę czekać, aż Mały się poparzy albo ściągnie na siebie gorący garnek....
Rośnie nam mały złośnik...Jeśli mu coś zabierzemy, nie pozwolimy, to tupie nóżkami, złości się i płacze....
Czy to chwilowe? Czy już mu tłumaczyć i oduczać? Czy większość dzieci przechodzi przez taki etap swoistego buntu?
Prawdziwy bunt to podobno zaczyna się około 2urodzin :) Teraz mamy tylko przedsmak prawdziwego kataklizmu :)
OdpowiedzUsuńU nas jest dokładnie to samo, z tym, że Lila wchodzi już sama na pufę i kanapę, więc nawet na sekundę nie mogę Jej zostawić samej w pokoju, strasznie to jest męczące, ale chyba takie prawo odkrywających świat dzieci...
Dla mnie to o tyle jest nowe, że z Elizą tego nie przerabiałam-Ona była spokojna i ostrożna. Lila to Jej absolutne przeciwieństwo. Palców jeszcze nie poparzyła, ale przycięła szufladami już za dwa razy, raz spadła z pufy...
A kiedy Jej czegoś zabraniamy, albo nie pozwalamy dotknąć-ryczy, albo rzuca się na podłogę. W takich sytuacjach czekam aż Jej przejdzie, uważając, żeby nie uderzyła nigdzie głową, a potem Ją przytulam i tłumaczę... Może kiedyś zrozumie :)
My też czekamy aż płacz i złość przejdą, a potem tłumaczymy. Myślę że mimo, że dzieciaczki małe, to naprawdę dużo rozumieją.
UsuńPalce były przycięte z milion razy, głowa obita. Ale teraz jak wchodzi Kuba pod stół to bardzo ostrożnie się prostuje i tylko do momentu jak dotknie główką :) fajnie to wygląda, bo wie, że się nie zmieści i jest bardzo ostrożny. Jak się bawi szufladami i zamyka, to wystarczy, że powiemy Kuba uwaga na paluszki i już wie jak zamknąć, żeby ich nie przyciąć. Miejmy nadzieję, że inne sprawy też zrozumie.
A jeśli chodzi o bunt 2-latków to słyszałam. Mam w pracy kolegę z 2-latkiem. To niestety prawda..:)
UsuńJa się boję co będzie jeśli już teraz jest taka masakra...wolę nie myśleć:)
To taki etap kiedy dziecko nie umie poradzić sobie z nadmiarem emocji więc wyładowuje je złością, krzykiem i histerią. Przejdzie mu z czasem samo, ale tłumaczyć trzeba zawsze - to bardzo dużo ułatwi, zobaczycie wkrótce. Moja córka za miesiąc kończy 2,5 roku i bunt dwulatka w pełni ma od jakiegoś miesiąca, ale z dnia na dzień widzę poprawę ;) Także głowa do góry, później będziecie to wspominali z uśmiechem ;)
OdpowiedzUsuńPocieszyłaś mnie:) jestem dobrej myśli
Usuńtak, wszystkie dzieci to przechodzą....wiem po chrześnicach....a u nas sie dopiero zaczyna
OdpowiedzUsuńtylko u nas jakoś wcześnie....miejmy nadzieję, że szybko minie.
Usuń