wtorek, 22 lipca 2014

Bunt na pokładzie, obsesje???





Bunt na pokładzie czyli jak znieść zachowania małego złośnika. Wiadomo- jak każdy, tak i nasze maluszki miewają gorsze dni. Najczęściej niestety w tym samym momencie, kiedy my akurat też jesteśmy zmęczone, niewyspane, mamy okres albo mąż nas wkurzy. Co to oznacza- że pokłady cierpliwości do naszych pociech są na tyle małe, że łatwo nas wyprowadzić z równowagi. Patrząc na mojego syna, to przykładów powodów do wytrącenia mnie z równowagi mogłabym wymienić nieskończenie wiele. Jak więc sobie z tym radzić? W internecie porad jest mnóstwo, ale wiadomo – każde dziecko jest inne i na każde dziecko będzie działała inna metoda.
U mnie chyba najlepiej sprawdza się po prostu niezwracanie i/lub odwracanie uwagi, a w przypadku wielkiego focha krótkie zdanie „jak ci przejdzie złość to przyjdź”:) oczywiście – tłumaczę Młodemu, że nie wolno się złościć, bić, krzyczeć, bo to do niczego nie prowadzi, tak się nie robi, bo mamę boli jak bijesz itp. itd. ale od niespełna 21-miesięcznego dziecka nie oczekiwałabym cudów. Rozmowy, tłumaczenia, podawanie przykładów dobrych zachowań są jak najbardziej wskazane i na pewno bardziej skuteczne od krzyków.
Miejmy nadzieję, że gorzej nie będzie.

Oczywiście poza wszystkim i tak kocham swoje dziecko:) na szczęście tych pogodnych dni jest więcej, niż tych gorszych. Ogólnie Kuba jest pogodnym dzieckiem i najcudowniejszym przytulaskiem na świecie:)
Za każdym razem jak mówię mu patrząc prosto w oczy „Kuba, kocham Cię” to tak cudnie się uśmiecha.
Wchodzimy w etap „ja siam”, co najlepiej widać podczas jedzenia, kiedy nie ma mowy, żebym go karmiła. Kuba bierze łyżeczkę i krzyczy „siam”. Niestety ostatnio z jedzeniem coraz gorzej, ale trwa to od kilku dni i chyba przez zęby, bo Kuba pcha do buzi całe rączki.
Największe postępy mamy oczywiście w gadaniu. Teraz już ciężko mi wymienić wszystkie słówka, które zna i powtarza, więc napiszę tylko, że od wczoraj mówi : oć = chodź, jeście = jeszcze, misio = miś, pszczoła = sioła, kame = kamień, sioń = słoń.
Ładnie potrafi już odmieniać – np. dziadzia, dziadzio, dziadziu; mama, mami; tata, tati; baba, babi; ziaba, ziaby, ziabu . Składa wyrazy w zdania, np. jem ziupę, daj monio, daj am, daj buzi, mama/tata oć. Mówi mój monio, moje buti (buty). Wie jak ma na imię, zna niektóre części ciała, odgłosy zwierząt i różnych urządzeń. No i na tapecie ostatnio duziiiii, duzioooooo, maiii (mały).

Jednym słowem – słodziak z niego przecudowny, a i urwis wcale nie gorszy:)

Obsesje czyli jak się tego pozbyć. Obsesja nr 1 to u mnie od zawsze wygląd i figura. Poza tym, że od dawna zmagam się z trądzikiem i mam na tym punkcie straszne kompleksy, to gorsza jest obsesja na punkcie figury = wielki tyłek, grube uda, brak biustu. Wszystko byłoby dobrze, gdybym jeszcze miała czas zadbać o te figurę…mieszkam na małej wsi, więc do klubu fitness daleko. Do pracy dojeżdżam codziennie do Warszawy ok. 2 godziny w jedną stronę. Wracam na 19 i mam do ogarnięcia dom i dziecko. O 21 naprawdę nie mam już na nic siły. Łatwiej utrzymać dietę (a raczej zdrowy sposób odżywania), chociaż z tym też różnie bywa.
Najlepiej wychodzi mi narzekanie z tego wszystkiego. Chyba chciałabym być za bardzo idealna…za często porównuję się z koleżankami, które uważam za ładniejsze, zgrabniejsze, mądrzejsze, fajniejsze…Jak odbudować w sobie poczucie wartości?

Obsesja nr 2 o której już kiedyś wspominałam – sprzątanie. Czasami aż sama na siebie się wkurzam, bo muszę mieć w domu wszystko na błysk….jeden mały okruszek na podłodze potrafi mnie wkurzyć..
Niestety mieszkam na wsi z teściami starszego pokolenia, dla których porządek w domu nie jest aż tak ważny (nie mogę powiedzieć, że są brudasami, bo tak nie jest, ale dbanie o utrzymanie przynajmniej podłóg w jako takiej czystości nie jest ich ulubionym zajęciem). Po prostu jest im wszystko jedno w przeciwieństwie do mnie. Ktoś by pomyślał – fajnie, bo ja nie znoszę sprzątać, ale fajnie jest w granicach normy. A u mnie to już powoli zaczyna wkraczać na etap obsesji, co mnie z jednej strony wkurza, a z drugiej przeraża…za chwilę nic innego nie będę robić oprócz odkurzania i zmywania podłóg…
Ale jak się nie denerwować jak zwykłe zrobienie herbaty przez teściową, to pełno wody i rozsypanego cukru na blacie kuchennym…jakby nie dało się wsypać tego cukru bez rozsypywania…oczywiście nikomu to nie przeszkadza i zawsze sprzątnięcie tego syfu należy do mnie…
Potrafię zamiatać po kilka razy dziennie jak jestem w domu …. Najgorzej jak przyjeżdża dalsza część rodziny z 2 dzieci – zupełnie nienauczonych sprzątania po sobie…nie lubię jak przyjeżdżają właśnie dlatego, że robią pełno bałaganu….z drugiej strony przecież da się żyć jak podłoga nie będzie codziennie błyszczała…tylko co zrobić, żeby mi to nie przeszkadzało???
Może któraś z Was ma na to sposób? Zaczynam się obawiać, że jestem uzależniona

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dzień Dziecka po raz drugi



To był drugi Dzień Dziecka Kubusia. Rok temu był jednak niespełna 7-miesięcznym Maluszkiem, więc nie pamięta niczego. W tym roku mama i tata sprawili kilka drobiazgów, przyjechała też ciocia, babcia, wujek – oczywiście z prezentem:)

My kupiliśmy Kubie:
1- Drewniane puzzle ze zwierzętami – nie mogłam znaleźć konkretnie tych, które kupiliśmy, ale są na zasadzie tych ze zdjęcia poniżej:
- Książeczki z opowieściami o samochodach (Dzielny wóz strażacki, Mały ambulans, Szybki radiowóz)






- Moje pierwsze flamastry Crayola w zestawie z blokiem rysunkowym rozmiar A3


Oczywiście pobudka tego dnia przed 6 rano- jakby wyczuł, że czekają na niego prezenty;) Cały dzień spędziliśmy razem – we trójkę. Spacerowaliśmy mimo że było strasznie zimno, wcinaliśmy babeczki z budyniem, które zrobiłam w sobotę i bawiliśmy się jak zawsze. Chcieliśmy na maksa wykorzystać ten dzień i spędzić go tylko z Kubusiem. I to się udało:)
Wizyta gości jeszcze bardziej go ucieszyła, bo wszystkich po kolei brał za rękę i prowadził, żeby się z nim bawić- najpierw babcia, potem wujek, na końcu ciocia i potem od nowa:)

A w co teraz najbardziej lubi bawić się mój 1,5 roczny syn?
Samochody! To jest jego największa miłość. Wszystkie kupuje mu tata, więc jeździ nimi gdzie tylko się da i powtarza tata, tata (czyt. ten samochód dał mi tata).
Od wczoraj miłość numer 2 to piankowe puzzle, które dostał od babci i cioci. Najlepiej wychodzi mi wyciskanie i ponowne wciskanie wszystkich kształtów, które są okrągłe. Pozostałe jak nie chcą się wpasować w puste miejsce niepotrzebnie wywołują złość:) Brak cierpliwości ma chyba po nas obojgu w genach:)
Poza tym trudno mi wymienić wszystkie umiejętności Kubusia, bo z każdym dniem potrafi zrobić coś nowego. Praktycznie codziennie pojawiają się nowe słówka. Te, które pamiętam z ostatnich kilku dni, to ziuzia (czyt. Zuzia), ziosia (czyt. Zosia), dzidzia, ciocia ań (czyt. ciocia Ania), jaki, ciapa (czyt. czapka), ziaba (czyt. żaba), siu siu i wiele innych, które ciężko zapamiętać.
Nie mogę się nadziwić, jaki jest już komunikatywny. Potrafi pokazać co chce (np. bierze za rękę i prowadzi tam, gdzie chce pójść), przytula się i daje buziaki, robi przecudaczne miny, tańczy kręcąc się w kółko i „wkręca żaróweczki” (kręci dłońmi tak, jakby wkręcał żarówkę:)), uwielbia jeździć w wózku, na podwórku najczęściej zbiera wszystkie kamienie jakie napotka na swojej drodze, piaskownica nie za bardzo go aktualnie interesuje, ale już siedzenie w samochodzie i wciskanie guziczków jak najbardziej tak.
Oczywiście uwielbia się kąpać i na „idziemy się myć” woła po swojemu „muma” i stoi przed łazienką, albo przychodzi do mnie i pokazuje po kolei na ubrania, żeby go rozebrać. Jak idziemy na dwór to krzyczy „ciapa”, przynosi czapkę i nachyla główkę, żeby mu ją założyć:)
Jak pytam wieczorem, co robi przez cały dzień to opowiada dziadzia pan (czyt. u dziadka był gość), ciocia doń (czyt. była u mnie ciocia i poszła do domu), dziadzia brum brum, dziadzia tiut (czyt. dziadek jeździł traktorem), dziadzia ziaba (czyt. byłem z dziadkiem u żabek), dede (czyt. bujałem się na huśtawce).
Na smoczka woła albo mam, albo monia, a w sklepie na widok Kinder niespodzianki ostatnio krzyczał jaja:)


Mogłabym tak pisać, i pisać, więc wspomnę jeszcze tylko o flamastrach, które kupiliśmy. Faktycznie zmywają się wodą i mydłem ze skóry, a czy tak samo jest w przypadku ubrań okaże się dziś -> wyprałam rano piżamę, która po wczorajszym poranku była cała pomazana:)

Drewniane puzzle rewelacja – mamy ze zwierzętami afrykańskimi więc Kuba ma radochę jak widzi papugę, słonia, zebrę, małpę, krokodyla, węża i lwa. Wczoraj wieczorem jak usypiał (ma w zwyczaju pogadać tuż przed zaśnięciem) to powtarzał po kolei odgłosy ałe ałe (papuga), u u u (małpa), łrrra (lew) i ssssssss (wąż).

Jak tylko zrobi się cieplej na dłużej, to wprowadzamy w życie akcję „Stop pampersom” i będziemy próbować uczyć Kubę robienia na nocnik. Póki co wszystko wskazuje na to, że możemy do tej nauki przystąpić. Czytałam, że jak dziecko pokazuje że zrobiło siusiu albo kupę (Kuba klepie się po pampersie) i chowa się w trakcie załatwiania potrzeby, to jest już gotowe.
Wieści z akcji i rezultaty na pewno zostaną tutaj opisane.

To chyba tyle na dziś. Życzę Wam miłego popołudnia i dla poprawy nastroju częstuję wirtualną babeczką z budyniem:)

Ps. Te wyglądają jak moje sobotnie! Pychotka!