czwartek, 15 stycznia 2015

Co u nas?



Po pierwsze: od 15 listopada mieszkamy już u siebie:) chyba nawet już się przyzwyczailiśmy. I my, i Kuba. A dla niego pierwsze 2 tygodnie od przeprowadzki były naprawdę trudne. Pierwsza noc i dzień – super. Dużo przestrzeni do biegania, wygłupiania się, jakaś nowość. Ale po kilku dniach Kuba zorientował się, że to nie jest na chwilę, a na zawsze. Że nie będzie już mieszkał z babcią i dziadkiem. W pierwszym tygodniu miałam urlop i naprawdę ciężko było z Kubą wytrzymać. Miał ciągle zły humor, nie chciał się bawić, a na koniec tygodnia jeszcze się rozchorował. No i pojawił się pierwszy problem – przecież babci nie ma, ja muszę wracać po urlopie do pracy, a mąż urlopu wziąć nie mógł. Na szczęście moja siostra akurat skończyła staż i mogła opiekować się Kubusiem przez tydzień.

Po drugie: od 2 grudnia Kuba chodzi do żłobka. Na szczęście nie było tak źle jak myśleliśmy – przez pierwszy tydzień codziennie rano płacz przed wyjściem i płacz w szatni w przedszkolu. Ale ciocie skutecznie sobie radziły:) mieszkamy niedaleko torów kolejowych i mijamy je w drodze do żłobka (zresztą żłobek mamy 500 metrów od domu :)), a z okien budynku w którym mieści się żłobek widok na tory i pociągi jest idealny. My zachęcaliśmy Kubę do wyjścia mówiąc, że będziemy oglądać pociągi i panie w przedszkolu robiły to samo, więc codziennie rano Kuba biegł do którejś cioci i przez okno oglądał przejeżdżające pociągi.
Dzięki temu odwracały jego uwagę od braku mamy i taty. Działało – a to najważniejsze, dziecko nie płakało.
Przez 2 pierwsze dni Kuba nie chciał tam nic jeść…martwiliśmy się, bo u niego nigdy nie było z tym problemów. Rano w domu mleka też nie chciał pić, ale i z tym panie sobie poradziły. Trzeciego dnia zrobiły placki z jabłkami, które Kuba uwielbia. Postawiły przed nim talerzyk, inne dzieci zjadły, a talerz Kuby stał do momentu aż Kuba w końcu się skusił (bez zmuszania, karmienia, miał to zrobić sam i tak było):) to był przełom, bo następnego dnia na śniadanie zjadł 6 małych kanapek. A więc stres minął. Teraz Kuba nie daje się dobrze rozebrać i już biegnie do dzieci. Je za dwóch aż muszę go ograniczać, bo uważam, że takie ilości jedzenia dla małego dziecka nie są wskazane.
Chorował póki co raz i to w pierwszy dzień Świąt. Pierwszy raz dostał aż tak wysokiej temperatury (39,5), że cały dzień przespał. Pojechaliśmy z nim do lekarza i okazało się, że to początki anginy. Dostał antybiotyk i przeszło bardzo szybko.

Po trzecie: zaczęliśmy w końcu odpieluchowanie. Przekładałam to ciągle, bo nie było czasu, potem ta przeprowadzka, więc nie chciałam dziecka jeszcze bardziej stresować. Aż któregoś dnia (jakoś tuż po Nowym Roku) Kuba mówi do mnie – mama załóż mi majteczki. Ja w szoku, a on biegnie do łazienki i siada na nocniku. Do żłobka oczywiście nadal chodzi w pampersie, ale wieczorami w domu chodzi w majtkach- raz zdążymy, pięć nie, ale jesteśmy na dobrej drodze:)

Widzę, że cały ten stres związany z nową sytuacją już mu przeszedł. Potrafi bawić się sam a ja jestem pod wrażeniem, że taki maluch już mówi o tym co robi i jak się mamy bawić. Zwykle jest zabawa w gaszenie pożaru (Jedzie stjażak siam gasić poziaj:))
Zdałam sobie sprawę, że mam już dużego faceta w domu:) zwłaszcza, że Kuba bardzo ładnie mówi, sygnalizuje już teraz każdą potrzebę, przed spaniem jak leżymy w łóżku strasznie dużo gada (mówi „Kuba opowie coś”  i zaczyna – o wszystkim i o niczym) i często tak się czymś ekscytuje, że my pękamy ze śmiechu.
No i śpiewa – ostatnio wszystko co usłyszy. Piosenkę „Kochany Panie Mikołaju” zna na pamięć:)
  
Tyle o Kubie, a co u mnie?

Chyba bez większych zmian. Kilogramów po świętach nie przybyło:) ja w święta zawsze chudnę, bo jakoś tracę ochotę na jedzenie. Nadrabiam już po:)
Sylwestra spędziliśmy na balu – było świetnie, tylko w Nowy Rok chodziliśmy jak nieprzytomni.
Dom już prawie urządzony. Czekamy na drzwi do pokoju i półki do salonu. Zamówiliśmy też narożnik do salonu, a w najbliższym czasie planujemy jeszcze kupić stół i krzesła (teraz mamy stare, które dała nam teściowa, bo sama jakiś czas temu kupowała nowe).

Poza tym oczywiście praca, dom, praca, dom. Weekendy za krótkie i zawsze intensywne, więc nie ma kiedy odpocząć.
Chciałabym w końcu wziąć się za czytanie książek, bo dawno nie czytałam, ale w pociągu śpię, a w domu nie mam kiedy. Muszę się wziąć za siebie i przeorganizować, wtedy na pewno nie będzie problemu z brakiem czasu.
Do tego postanowiłam zmienić sposób odżywiania, bo ostatnio za dużo w moim menu cukierków, ciast, żelków itp.
Za mało owoców, że o warzywach nie wspomnę.
Zaczęłam więc od wprowadzenia ogórków i pomidorów na kanapki, a to już coś. Do tego szklanka soku i zielona herbata wieczorem (oczywiście bez cukru).
Ostatnio zakochałam się w herbacie Big Active w torebkach typu look bag. Są 3 smaki i każdy jest świetny.

Przez kiepską dietę stan mojej cery i paznokci też znacznie się pogorszył. Do paznokci mam zamiar kupić Regenerum – może przestaną się w końcu łamać.

Do cery od pewnego czasu używam całej serii Ziaja Liście Manuka. Są to kosmetyki do cery problemowej trądzikowej. Moja po leczeniu dermatologicznym i serii zabiegów laserowych co prawda jest w dużo lepszej kondycji, ale to nie jest to, o czym marzę.
A ta seria Ziaji nie dość, że jest naprawdę tania, to przede wszystkim skuteczna.




Ja używam:
- rano: żelu myjącego, kremu oczyszczanie białego i reduktora
- wieczorem: żelu z peelingiem, pasty i reduktora.
Kremu zielonego (na noc z kwasami) nie używam, ponieważ stosuję maść specjalistyczną.

Polecam – u mnie naprawdę się sprawdzają.

Długo mnie nie było, rozpisałam się, więc jak ktoś dotrwał do końca- „SZACUN”:)

7 komentarzy:

  1. Oj tam szacun- to i tak nie był długi post na taką przerwę :)
    Super, że jesteście już u siebie, i że wszystko zaczęło się już normować. Jednak dzieci muszą odchorować takie zmiany. Ale uważam, że Kuba i tak zniósł je dzielnie, zwłaszcza, że to dwie rewolucje dla Niego- przeprowadzka i żłobek.
    U mnie będzie niedługo post o zmianie nawyków żywieniowych plus adres super bloga na ten temat. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie przydałby się post - jak jeść mniej:) od zawsze liczę kalorie i od pewnego czasu codziennie wychodzi mi ich coraz więcej:)

      Usuń
  2. Zazdroszczę, też mi się marzy:) Ile metrów ma domek? Długo go budowaliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek ma ok. 160 m2 i do tego garaż + kotłownia. Budowę zaczęliśmy w 2011 roku na jesieni. Potem mieliśmy rok przerwy jak urodził się Kuba - ja nie pracowałam (macierzyński miałam bezpłatny, bo pracowałam na zleceniu jak zaszłam w ciążę), więc i kasy nie było, a nie braliśmy kredytu. Dlatego też mamy jeszcze całą górę do wykończenia i to jest plan na przyszły rok:) więc myślę, że za 2-3 lata dom będzie w takim stanie, jaki nam się zamarzył:)

      Usuń
  3. Wow dom :) ekstra!
    Maja idzie do przedszkola od marca i też toczymy boje z pieluchami.. ;) a zmiana diety też by mi się przydała :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chyba zrobię sobie postanowienie na Wielki Post z tą dietą...będzie jakaś motywacja. a poza tym u nas w rodzinie teraz jest okres urodzin, więc co tydzień jakieś imprezy. I jak to być na diecie???:)

      Usuń
  4. This is particularly 우리카지노 true for websites based mostly in the UK region

    OdpowiedzUsuń