Po pierwsze: od 15 listopada mieszkamy już u siebie:) chyba nawet już się
przyzwyczailiśmy. I my, i Kuba. A dla niego pierwsze 2 tygodnie od
przeprowadzki były naprawdę trudne. Pierwsza noc i dzień – super. Dużo
przestrzeni do biegania, wygłupiania się, jakaś nowość. Ale po kilku dniach
Kuba zorientował się, że to nie jest na chwilę, a na zawsze. Że nie będzie już
mieszkał z babcią i dziadkiem. W pierwszym tygodniu miałam urlop i naprawdę
ciężko było z Kubą wytrzymać. Miał ciągle zły humor, nie chciał się bawić, a na
koniec tygodnia jeszcze się rozchorował. No i pojawił się pierwszy problem –
przecież babci nie ma, ja muszę wracać po urlopie do pracy, a mąż urlopu wziąć
nie mógł. Na szczęście moja siostra akurat skończyła staż i mogła opiekować się
Kubusiem przez tydzień.
Po drugie: od 2 grudnia Kuba chodzi do żłobka. Na szczęście
nie było tak źle jak myśleliśmy – przez pierwszy tydzień codziennie rano płacz
przed wyjściem i płacz w szatni w przedszkolu. Ale ciocie skutecznie sobie
radziły:) mieszkamy niedaleko torów kolejowych i mijamy je w drodze do żłobka (zresztą
żłobek mamy 500 metrów od domu :)),
a z okien budynku w którym mieści się żłobek widok na tory i pociągi jest
idealny. My zachęcaliśmy Kubę do wyjścia mówiąc, że będziemy oglądać pociągi i
panie w przedszkolu robiły to samo, więc codziennie rano Kuba biegł do którejś
cioci i przez okno oglądał przejeżdżające pociągi.
Dzięki temu odwracały jego uwagę od braku mamy i taty.
Działało – a to najważniejsze, dziecko nie płakało.
Przez 2 pierwsze dni Kuba nie chciał tam nic jeść…martwiliśmy
się, bo u niego nigdy nie było z tym problemów. Rano w domu mleka też nie
chciał pić, ale i z tym panie sobie poradziły. Trzeciego dnia zrobiły placki z
jabłkami, które Kuba uwielbia. Postawiły przed nim talerzyk, inne dzieci
zjadły, a talerz Kuby stał do momentu aż Kuba w końcu się skusił (bez
zmuszania, karmienia, miał to zrobić sam i tak było):) to był przełom, bo następnego
dnia na śniadanie zjadł 6 małych kanapek. A więc stres minął. Teraz Kuba nie
daje się dobrze rozebrać i już biegnie do dzieci. Je za dwóch aż muszę go
ograniczać, bo uważam, że takie ilości jedzenia dla małego dziecka nie są
wskazane.
Chorował póki co raz i to w pierwszy dzień Świąt. Pierwszy
raz dostał aż tak wysokiej temperatury (39,5), że cały dzień przespał.
Pojechaliśmy z nim do lekarza i okazało się, że to początki anginy. Dostał
antybiotyk i przeszło bardzo szybko.
Po trzecie: zaczęliśmy w końcu odpieluchowanie. Przekładałam
to ciągle, bo nie było czasu, potem ta przeprowadzka, więc nie chciałam dziecka
jeszcze bardziej stresować. Aż któregoś dnia (jakoś tuż po Nowym Roku) Kuba
mówi do mnie – mama załóż mi majteczki. Ja w szoku, a on biegnie do łazienki i
siada na nocniku. Do żłobka oczywiście nadal chodzi w pampersie, ale wieczorami
w domu chodzi w majtkach- raz zdążymy, pięć nie, ale jesteśmy na dobrej drodze:)
Widzę, że cały ten stres związany z nową sytuacją już mu
przeszedł. Potrafi bawić się sam a ja jestem pod wrażeniem, że taki maluch już
mówi o tym co robi i jak się mamy bawić. Zwykle jest zabawa w gaszenie pożaru (Jedzie stjażak siam gasić poziaj:))
Zdałam sobie sprawę, że mam już dużego faceta w domu:) zwłaszcza, że Kuba
bardzo ładnie mówi, sygnalizuje już teraz każdą potrzebę, przed spaniem jak leżymy
w łóżku strasznie dużo gada (mówi „Kuba
opowie coś” i zaczyna – o wszystkim
i o niczym) i często tak się czymś ekscytuje, że my pękamy ze śmiechu.
No i śpiewa – ostatnio wszystko co usłyszy. Piosenkę „Kochany Panie Mikołaju” zna na pamięć:)
Tyle o Kubie, a co u mnie?
Chyba bez większych zmian. Kilogramów po świętach nie
przybyło:)
ja w święta zawsze chudnę, bo jakoś tracę ochotę na jedzenie. Nadrabiam już po:)
Sylwestra spędziliśmy na balu – było świetnie, tylko w Nowy
Rok chodziliśmy jak nieprzytomni.
Dom już prawie urządzony. Czekamy na drzwi do pokoju i półki
do salonu. Zamówiliśmy też narożnik do salonu, a w najbliższym czasie planujemy
jeszcze kupić stół i krzesła (teraz mamy stare, które dała nam teściowa, bo
sama jakiś czas temu kupowała nowe).
Poza tym oczywiście praca, dom, praca, dom. Weekendy za
krótkie i zawsze intensywne, więc nie ma kiedy odpocząć.
Chciałabym w końcu wziąć się za czytanie książek, bo dawno
nie czytałam, ale w pociągu śpię, a w domu nie mam kiedy. Muszę się wziąć za
siebie i przeorganizować, wtedy na pewno nie będzie problemu z brakiem czasu.
Do tego postanowiłam zmienić sposób odżywiania, bo ostatnio
za dużo w moim menu cukierków, ciast, żelków itp.
Za mało owoców, że o warzywach nie wspomnę.
Zaczęłam więc od wprowadzenia ogórków i pomidorów na
kanapki, a to już coś. Do tego szklanka soku i zielona herbata wieczorem
(oczywiście bez cukru).
Ostatnio zakochałam się w herbacie Big Active w torebkach
typu look bag. Są 3 smaki i każdy jest świetny.
Przez kiepską dietę stan mojej cery i paznokci też znacznie
się pogorszył. Do paznokci mam zamiar kupić Regenerum – może przestaną się w
końcu łamać.
Do cery od pewnego czasu używam całej serii Ziaja Liście
Manuka. Są to kosmetyki do cery problemowej trądzikowej. Moja po leczeniu
dermatologicznym i serii zabiegów laserowych co prawda jest w dużo lepszej
kondycji, ale to nie jest to, o czym marzę.
A ta seria Ziaji nie dość, że jest naprawdę tania, to przede
wszystkim skuteczna.
Ja używam:
- rano: żelu myjącego, kremu oczyszczanie białego i
reduktora
- wieczorem: żelu z peelingiem, pasty i reduktora.
Kremu zielonego (na noc z kwasami) nie używam, ponieważ
stosuję maść specjalistyczną.
Polecam – u mnie naprawdę się sprawdzają.
Długo mnie nie było, rozpisałam się, więc jak ktoś dotrwał
do końca- „SZACUN”:)

Oj tam szacun- to i tak nie był długi post na taką przerwę :)
OdpowiedzUsuńSuper, że jesteście już u siebie, i że wszystko zaczęło się już normować. Jednak dzieci muszą odchorować takie zmiany. Ale uważam, że Kuba i tak zniósł je dzielnie, zwłaszcza, że to dwie rewolucje dla Niego- przeprowadzka i żłobek.
U mnie będzie niedługo post o zmianie nawyków żywieniowych plus adres super bloga na ten temat. Pozdrawiam serdecznie
u mnie przydałby się post - jak jeść mniej:) od zawsze liczę kalorie i od pewnego czasu codziennie wychodzi mi ich coraz więcej:)
UsuńZazdroszczę, też mi się marzy:) Ile metrów ma domek? Długo go budowaliście?
OdpowiedzUsuńDomek ma ok. 160 m2 i do tego garaż + kotłownia. Budowę zaczęliśmy w 2011 roku na jesieni. Potem mieliśmy rok przerwy jak urodził się Kuba - ja nie pracowałam (macierzyński miałam bezpłatny, bo pracowałam na zleceniu jak zaszłam w ciążę), więc i kasy nie było, a nie braliśmy kredytu. Dlatego też mamy jeszcze całą górę do wykończenia i to jest plan na przyszły rok:) więc myślę, że za 2-3 lata dom będzie w takim stanie, jaki nam się zamarzył:)
UsuńWow dom :) ekstra!
OdpowiedzUsuńMaja idzie do przedszkola od marca i też toczymy boje z pieluchami.. ;) a zmiana diety też by mi się przydała :p
ja chyba zrobię sobie postanowienie na Wielki Post z tą dietą...będzie jakaś motywacja. a poza tym u nas w rodzinie teraz jest okres urodzin, więc co tydzień jakieś imprezy. I jak to być na diecie???:)
UsuńThis is particularly 우리카지노 true for websites based mostly in the UK region
OdpowiedzUsuń